Zimowy Horyzont

Trawers Islandii cz. 3

Od islandzkich służb ratunkowych otrzymujemy sms-y z ostrzeżeniem o huraganowych wiatrach, które mają przejść nad wyżynami następnego dnia…

Przeczytaj poprzednią część relacji.

Rozstawiamy namiot najmocniej jak tylko potrafimy. Biorąc pod uwagę kierunek wiatru, chowamy się za górką.

2 kwietnia rano budzi nas silny wiatr. Nie mamy zamiaru dziś iść. Namiot nie odlatuje, a ja nawet się trochę cieszę, że odpoczniemy. A że jestem osobą, która może spać „ile wlezie”, właśnie na sen poświęcam większość dnia. Po południu wieje jeszcze mocniej. Siła wiatru przekracza 80 km/h. Co ciekawe, wiatr jest ciepły i wytapia śnieg. Dlatego musimy raz na jakiś czas poprawiać naciągi.

3 kwietnia
Wiatr zelżał, ale nie ustał całkowicie. W ciągu dnia robi się jeszcze cieplej, a widoczność bardzo spada. W zasadzie to nic nie widać. W dodatku pada śnieg i idziemy w zadymce trochę „na oślep”. Około 15:00 zaczyna bardzo mocno wiać. Choć nie przeszłyśmy planowanego kilometrażu, postanawiamy rozbić namiot. Boję się, że przy silnym wietrze rozstawienie namiotu będzie niemożliwe. Nasza metoda na to, by nie zgubić namiotu jest następująca: Paulina kładzie się na rozłożonym namiocie, a ja próbuję przybić go śledziami. Na Islandii rozstawianie namiotu często jest kłopotliwe. A to śnieg jest zmrożony na kamień i nie da się wbić śledzi. A to śnieg jest całkiem mokry i śledzie w ogóle nie trzymają. W końcu jakoś się udaje ustawić namiot podpierając go pulkami.

4 kwietnia
Aby nadrobić czas przeczekany w namiocie, zrywamy się skoro świt. Mamy dziś szansę dotrzeć do chaty Versalir. Powtarza się scenariusz z poprzedniego dnia – rano pogoda jest znośna. Ale od południa zaczyna potwornie wiać. Wczesnym popołudniem, w silnych podmuchach wiatru docieramy do chaty Versalir. Podobnie jak pozostałe tego typu miejsca na Islandii – zimą są zamknięte. Szczęśliwie jednak się składa, że nasz znajomy Simon zna się z właścicielem Versalir. Dzięki niemu dostajemy kod do skrytki z kluczem. Wszystko poszłoby gładko, gdyby nie to, że chata w całości zasypana jest śniegiem. Nawet nie wiemy gdzie są drzwi. Znalezienie i odkopanie wejścia zajmuje nam wiele godzin. Wieje jednak tak, że myśl o noclegu pod dachem jest niezwykle kusząca. W końcu udaje nam się dostać do środka. W chacie nie ma elektryczności, a wszystkie okna są zasypane śniegiem. Jest zatem absolutnie ciemno. I nieco strasznie. W dodatku po chwili dociera do nas, że przy takim wietrze, tunel, który wykopałyśmy, aby dostać się do drzwi, będzie co chwila zasypywany, a drzwi do chaty otwierają się na zewnątrz! Aby nie utknąć na zawsze w tym ciemnym pomieszczeniu ustalamy warty, aby na zmianę odkopywać drzwi. Noc, choć spędzona pod dachem, nie jest zatem zbyt komfortowa.

5 kwietnia
Zapamiętam ten dzień jak najtrudniejszy w czasie całej wyprawy. Potwornie wieje. Tak, że nie da się ani nic zjeść ani napić, bo herbata wyleciałaby z termosu. Nie ma też żadnego kamienia, za którym dałoby się schować. Ponieważ schodzimy nieco niżej i jesteśmy coraz dalej na południe – robi się cieplej. Temperatura oscyluje wokół zera. Pada raz mokry śnieg, raz marznący deszcz, a po chwili pojawia się tłukący w twarz grad. I tak w kółko. Po kilku godzinach marszu pokrywa nas warstwa lodu i zmrożonego śniegu. Na dodatek na podłożu jest coraz mniej śniegu i momentami szuramy nartami i pulkami po kamieniach. Po chwili jednak pojawia się głęboki śnieg, więc nie opłaca nam się zdejmować nart. Pod koniec dnia jesteśmy obie wykończone jak żadnego poprzedniego dnia. Mimo to, udało nam się przejść około 30 kilometrów. A pozytywne jest to, że za sobą mamy około dwie trzecie drogi.

Przeczytaj kolejną część relacji.

Artykuły o trawersie Islandii:
Wywiad dla Red Bull 
Artykuł dla „Zew Północy” (wydanie numer 29)
Artykuł dla Magazynu „Survival” (wydanie specjalne 1/2018)
O trawersie opowiadałyśmy w programie „Pokaż nam świat”
Nasza radiowa audycja w programie „Życie jak marzenie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: