Zimowy Horyzont

Trawers Islandii cz. 4

Zanim zeszłyśmy z wyżyn islandzkich, czekał nas jeszcze najgorszy dzień w czasie całej wyprawy…

Przeczytaj poprzednią część relacji.

6 kwietnia
Śniegu jest już na tyle mało, że decydujemy się zmontować wózki i iść znów na piechotę. Ponieważ śniegu jest coraz mniej – całkiem dobrze widać drogę. I wreszcie nie muszę co chwila sprawdzać trasy na GPS-ie. Schodzimy w dół, co oznacza, że wyżyny islandzkie zostają już za nami. Wczesnym popołudniem docieramy do Hrauneyar. Na mapie jest to oznaczone jako miejscowość. Ale na miejscu okazuje się, że to samoobsługowa stacja benzynowa oraz niewielki pensjonat połączony z barem. Dla nas to jest jednak absolutny luksus. W barze nie ma nic poza frytkami i kanapkami na ciepło. Ale dla nas to najlepsze frykasy. Okazuje się, że cała obsługa Hrauneyar to Polacy! Siedzą na odludziu, bo najbliższa miejscowość (niewiele większa) jest w odległości jakichś 50 kilometrów.
Ruszyłyśmy dalej. Byłyśmy zmęczone i w zasadzie to już marzyłyśmy, by dotrzeć do celu. Paulinę bolał, już od kilku dni bark, a mnie – noga. A przed nami było jeszcze 90 kilometrów do drogi „jedynki”.
Choć zeszłyśmy z wyżyn i szłyśmy drogą momentami szutrową, momentami asfaltową, wciąż byłyśmy na odludziu. Po drodze, poza Hrauneyar wcale nie mijałyśmy żadnych stacji czy sklepów. W dodatku zaczęło padać. A raczej lać. I z pewnymi przerwami lalo cały czas.

7 kwietnia
Idziemy już w większości drogą asfaltową. W pewnym momencie zauważam, że pękła mi dętka w wózku, na którym ciągnęłam pulki. Nie mamy żadnych narzędzi do naprawy, ani nawet nie mamy pompki. Mamy jednak szczęście. Okazuje się, że nasz kolega Simon, jest w okolicy. Był tak miły że przyjechał do nas i pomógł nam w naprawie wózka.

8 kwietnia
Jesteśmy zmęczone i przemoczone, ale idziemy szybko. Po południu docieramy do drogi nr 1 w okolicach miejscowości Hella. Jesteśmy w cywilizacji! Udało się! Jesteśmy przy drodze, a w okolicy są prywatne, ogrodzone tereny. Nawet nie mamy gdzie rozstawić namiotu. Udaje nam się znaleźć w okolicy pensjonat. Okazuje się, że pracuje tam niezmiernie sympatyczna Polka, która podwozi nas samochodem na miejsce. Nasze rzeczy są mokre i potwornie śmierdzą. A my wreszcie możemy się umyć i przebrać.
Dotarcie do „jedynki” było naszym pierwotnym celem. Ale ponieważ (pomimo straconego w związku z huraganem dnia) mamy jeszcze jeden wolny dzień, postanawiamy dotrzeć nad samo morze następnego dnia.

9 kwietnia
Zostawiamy pulki w pensjonacie i tylko z małymi plecakami idziemy na południe. Drogi, a raczej ścieżki, nie są jednak oznaczone i zupełnie nie zgadzają się z mapą. Przez pewien czas kluczymy podmokłymi dróżkami. W końcu docieramy do słonego podmokliska. Widać, że nad samo morze nie dotrzemy. Nie ma jak przebrnąć przez bagno. Z mapy wynika, że jesteśmy niecałe 5 km linii brzegowej. Zatem nasz trawers od morza do morza, z północy na południe Islandii możemy uznać za zakończony!

Artykuły o trawersie Islandii:
Wywiad dla Red Bull 
Artykuł dla „Zew Północy” (wydanie numer 29)
Artykuł dla Magazynu „Survival” (wydanie specjalne 1/2018)
O trawersie opowiadałyśmy w programie „Pokaż nam świat”
Nasza radiowa audycja w programie „Życie jak marzenie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: