Zimowy Horyzont

Przejście Finnmarksvidda w Norwegii

Niecałe 200 kilometrów przez Finnmarksvidda – płaskowyż na północy Norwegii. Luty, czyli środek zimy. I temperatury sięgające minus 40 stopni Celsjusza…

Po wyprawie na Islandię, która była wymagająca, a przygotowania – czasochłonne, uznałam, że w 2018 roku zrobię coś krótszego i łatwiejszego (przynajmniej pod kątem organizacyjnym). Na szczęście Paulina Pilch nie miała mnie dosyć, więc pojechałyśmy znów we dwie.

Doleciałyśmy samolotem do Alty na północy Norwegii. Tam kupiłyśmy paliwo i zrobiłyśmy drobne zakupy i pojechałyśmy autobusem do Kautokeino, mniej więcej 100 kilometrów na południe. Zatrzymujemy się na noc w domku kempingowym. Żywej duszy nie ma. Nawet właścicielka kempingu przyjechała tylko na chwilę, aby nam otworzyć… i włączyć kaloryfer. W domku jest potwornie zimno. Na zewnątrz: minus 32.

Mroźny poranek

Ale co zrobić. Trzeba iść…
Nasza plan zakłada dotarcie do Karasjok, a następnie do Alty.

Startujemy z naszego kempingu i szybko trafiamy na skuterowy szlak. Przed wyjazdem nie byłyśmy pewne na ile te szlaki będą przetarte. Jednak, jak potem się okazało, szlaki są często uczęszczane przez skutery. Nie da się ukryć, że ubity przez skuter szlak ogromnie ułatwił nam zadanie. Ciągnięcie sanek przez grubą warstwę nieubitego, puszystego śniegu potrafi dać w kość, a przede wszystkim – spowalnia marsz.

A więc idziemy szlakiem skuterowym. Co nie oznacza, że często kogoś widzimy. Widujemy co najwyżej kilka skuterów dziennie. Na odcinku Alta-Karasjok jeżdżą głównie hodowcy reniferów. Dopiero na trasie od Karasjok do Alty spotykamy pierwszych turystów.

Zimno, ale słonecznie.

Nasz szlak wiedzie częściowo po zamarzniętych rzekach i jeziorach (wtedy jest płasko), a częściowo po pagórkach. Wody są skute lodem i pokryte grubą warstwą śniegu. Na pagórkach, spod śniegu wystają skarłowaciałe brzozy. Rozległe przestrzenie, pagórki i brzózki – oto nasze widoki przez 9 dni.

Dzień jest jeszcze o tej porze roku jeszcze dość krótki. Więc rytm dni wyznacza pora wschodu i zachodu słońca. Budzimy się, gdy jest jeszcze ciemno. Gotujemy, pakujemy sprzęt. Ruszamy o świcie. Z kolei marsz kończymy o zachodzie słońca – zanim zrobi się jeszcze zimniej.

ja i mróz

A jest zimno. W pierwszych dniach wędrówki temperatury spadają nawet do minus 40. Podczas marszu, podczas ruchu nie jest źle. Jednak przy najkrótszej przerwie szybko się wychładzamy. Najtrudniej rozgrzać palce u dłoni. Po każdej przerwie idziemy z dłońmi zbitymi w pięść, rozcierając palce wewnątrz rękawic. Marznie mi też nos. Pomimo dobrej maski na twarz, para wodna z oddechu odkłada się na masce i po jakimś czasie tworzy się skorupa z lodu. Ale nawet taka lodowa maska jest lepsza niż odkryta twarz.

Trudny jest moment rozstawiania namiotu. Jesteśmy już nieco zmęczone marszem. A brak ruchu podczas rozbijania biwaku powoduje szybka utratę ciepła, nawet gdy zakładamy dodatkowe kurtki. Wskakujemy do namiotu i opatulamy się śpiworami. Ale przecież śpiwory są zimne! Najpierw nasze ciała muszą rozgrzać śpiwory, dopiero wtedy zrobi się nieco cieplej. Cieplej jednak robi się najbardziej od posiłku. A więc z niecierpliwością, każdego wieczoru, czekamy aż woda zagotuje się na szumiącej kuchence. Gorący posiłek rozgrzewa ciało od wewnątrz. Mimo to, w nocy jest zimno. Każda z nas kombinuje jak najlepiej się ułożyć, jak schować wszystko do śpiwora, poza ustami. Na szczęście na Finnmarksvidda nie doświadczamy takich silnych wiatrów jak na Islandii.

Mróz daje nam w kość na tyle, że postanawiamy nieco skrócić trasę. Nie dochodząc już do Karasjok, odbijamy na północ w miejscowości Jergul. Następnie docieramy do szlaku pomiędzy Karasjok i Altą.

Paulina i mróz

Po kilku dniach robi się jednak cieplej. Jednego dnia temperatura jest nawet plusowa! I zaczynamy się denerwować chodząc po jeziorach. Napotkani miejscowi zapewniają nas jednak, że warstwa lodu jest tak gruba, że można by po niej jeździć ciężarówką.

Trasa pomiędzy Altą i Karasjok jest o wiele bardziej turystyczna niż szlak miedzy Kautokeino i Karasjok. Spotykamy tam turystów. A ostatniego dnia, już blisko Alty, czułyśmy się jak na autostradzie – skutery jechały jeden za drugim!

Miało być łatwo. Ale każdy wyjazd to jakieś nowe doświadczenie. Tym razem to mróz dał się we znaki. Są zatem wnioski i pomysły na poprawienie sprzętu, aby lepiej się sprawdzał na silnym mrozie.

Mój artykuł o Finnmarksvidda można przeczytać tu (klik)

1 thought on “Przejście Finnmarksvidda w Norwegii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: