Zimowy Horyzont

Kasia Nizinkiewicz, góry i Arktyka

Rozmowa z Kasią Nizinkiewicz, która od lat wędruje po górach, jest autorką bloga „Kocham góry”. Napisała książkę „Wędrówki pirenejskie”, pisze dla pism „Góry” i „Kontynenty”. W 2016 roku przeszła na nartach 500 km przez norweski płaskowyż Finnmarksvidda, w 2017 roku – chodziła po północnej Finlandii, a w 2018 roku – zimowy trawers Lofotów. Fotografuje – wiele zdjęć Kasi zostało nagrodzonych na międzynarodowych konkursach. Na co dzień prowadzi firmę Kwark produkującą odzież outdoorową.

Zimowy Horyzont: W 2016 roku wybrałaś się na norweski płaskowyż Finnmarksvidda. Przeszłaś 500 kilometrów na nartach. A była to Twoja pierwsza wędrówka tego typu. Skąd wziął się pomysł na taką wyprawę? Jak sobie poradziłaś? Czy okazało się dużo trudniejsza niż wędrówki górski bez nart?
Kasia Nizinkiewicz: To był pomysł mojego przyjaciela Jose. Znalazł opis hiszpańskiego blogera, który przeszedł przez Finnmark Plateau z psem. I któregoś dnia usłyszałam – mój pies nie żyje, może ty byś ze mną poszła? Podziwiany bloger nie odpisał Jose na żaden mail, więc organizacja spadła na mnie. I tak się poznałyśmy. Byłaś na Hardangervidda, odpisałaś mi. Miałam wtedy podstawowe problemy do rozwiązania- np. w jakiej minimalnej temperaturze odpali gaz… Wielu innych mocno się lansujących polskich podróżników nie odpisało. Sporo mi pomogli czytelnicy mojego bloga, narciarze. Trasę wybraliśmy na podstawie zimowych relacji w necie. Znalazłam kilka, pokrywały niektóre fragmenty. Sporo wyszło nam spontanicznie. Ludzie spotkani po drodze doradzali gdzie dalej iść. Sami skręcaliśmy gdzieś gdzie nam się bardziej podobało. Generalnie wybieraliśmy góry nie doliny, czyli miejsca jak najbardziej dzikie. Zaskakująco dla nas obojga ta trasa okazała się łatwiejsza niż zimowe Pireneje (a tam spędziliśmy ostatnich kilka sezonów, chyba z 6 czy 7 pirenejskich zim). Nie było niebezpieczeństwa lawin, dużych przewyższeń, oblodzenia na bardzo stromym, niebezpiecznych rzek. Lżej ciągnąć pulkę niż targać cały bagaż na plecach. Na nartach idzie się łatwiej niż w rakietach. Trudniejsze było ciągłe zimno- bez żadnej możliwości ucieczki. Tumany wędrownego śniegu, lodzenie się śpiworów. Toaleta w huraganowym wietrze… Sama wiesz. W 2017 bardziej dostaliśmy w kość. Weszliśmy w trudniejszy teren. Dopadł nas huragan.
Pierwsza część relacji na blogu „Kocham Góry”

fot. Katarzyna Nizinkiewicz; Finnmarksvidda, marzec 2016

W 2017 roku chodziłaś zimą po północnej Finlandii, a tej zimy (2018) – przetrawersowałaś Lofoty. Czy można powiedzieć, że zimowe wędrówki wciągnęły Cię na dobre?
Od dziecka lubiłam wędrować zimą. Przed Arktyką chodziłam zimą po Alpach i Pirenejach. Zima jest piękna. A Arktyka rzeczywiście wciąga.

Pierwsza część relacji z zimowej wyprawy do Finlandii na blogu „Kocham Góry”

Samotnie przeszłaś Islandię, jeździsz często do Skandynawii. Zawsze wybierasz takie puste, często zimne i deszczowe tereny? Co Cię ciągnie w takie miejsca?
Jeżdżę w różne miejsca, ale rzeczywiście bardzo lubię północ, pustkę, surowe krajobrazy. Stwarzają taki szczególny nastrój, chodzenie tamtędy przypomina medytację. W bardziej różnorodnym, bardziej dramatycznym terenie trudniej o to.

fot. Katarzyna Nizinkiewicz; Finlandia, luty 2016; Fotografia (w serii z innymi zdjęciami) została nagrodzona: ND Awards 2016

Jesteś autorką książki „Wędrówki Pirenejskie”. Czy to w Pirenejach zaczęła się miłość do gór?
Nie. Chodzę po górach sama odkąd skończyłam 14 lat. To już wieki. Moją pierwszą wielką miłością były Tatry. Wyprowadzając się z Warszawy do Szczecina odkryłam Alpy (stąd do nich całkiem blisko). Pireneje znam dopiero od 20 lat. Książka, i w efekcie całe moje pisanie, powstały w dużej mierze przypadkiem. Marek Obara (z Magazynu Góry) dał mi kiedyś do przeczytania dużo książek, utknęliśmy wtedy na jakiejś turystycznej imprezie we Włoszech. Był czas. Współczesne opowieści, które mi wtedy wpadły w ręce mnie drażniły (a potem nudziły). Były pisane językiem przypominającym reklamy. Popisy autopromocji. Były też książki pisane kilkadziesiąt lat temu. Wręcz przeciwne. Zainspirowały mnie, chciałam sprawdzić czy też bym tak umiała pisać i piszę do dzisiaj. I piszę tylko prawdę. Hemingway powiedział kiedyś, że jeśli coś opiszemy, tracimy to. Dużo o tym myślałam i wiem, że tak jest tylko wtedy, kiedy się zmyśla. Pisanie prawdy zachowuje wspomnienia na potem. Pisarz poświęciłby je dla dobra fikcji, ja je wolę zachować.

Opis książki „Wędrówki Pirenejskie”

fot. Katarzyna Nizinkiewicz; Naatamo, luty 2016; Fotografia została nagrodzona m.in.: Fine Art Photography Awards 2017/2018; Pierwsze miejsce w International Photography Awards 2017

Sprawdziłam. Rzadko bywasz na festiwalach podróżniczych, choć Twoje wędrówki są trudniejsze niż wielu osób, które na festiwalach są non stop. Czy to brak czasu, czy skromność? A może po prostu dla idei – nie chcesz zdobywać poklasku?
Jeżdżę czasem na festiwale, jak mnie ktoś fajny zaprosi i mam czas. Nie startuję w konkursach. Mam wrażenie, że ludzie o której mówisz, swoją festiwalową aktywnością, próbują potwierdzić własne istnienie. Świat jest teraz okrutnie wielki. Kiedyś ludzie rywalizowali w obrębie rodziny, plemienia, wsi. Mieli szanse.
W Internecie konkuruje się z całym światem i to jest już upiornie trudne. Festiwale dają szansę wyróżnienia się w jakiejś ograniczonej grupie. To nic złego, ale nie jest dla mnie. Poklask nie sprawiłby mi przyjemności, nie zmieniłby mojej oceny siebie, a uzyskanie go zabrałoby czas, który wolę zachować dla gór. Może to tylko to. Nie wydaje mi się żebym była nadzwyczajnie skromna.

fot. Katarzyna Nizinkiewicz; Przylądek Północny, marzec 2016; Fotografia została wyróżniona (Fine Art Photography Award 2017)

Jesteś laureatką kilkudziesięciu międzynarodowych nagród fotograficznych. Wiele z nich to zdjęcia z wyjazdów. Jeździsz dla zdjęć czy fotografie to  jednak „efekt uboczny” tego, co się dzieje na wyprawach?
Jeżdżę dla bycia w górach. Czy w naturze bardziej ogólnie. Wyjazdy dla fotografii wymuszałyby wybieranie najciekawszych fotograficznie miejsc, czekanie na lepsze światło. Taki odpowiednik literackiej fikcji. A ja chcę żyć jak najciekawiej, więc nie wybieram i na nic nie czekam. Zdjęcia to mój pamiętnik. Czyli jest jaki jest.

Lista nagrodzonych fotografii jest tu.
Najciekawsze zdjęcia Kasi Nizinkiewicz można znaleźć tu.

fot. Katarzyna Nizinkiewicz; Mercantour, wrzesień 2016; Fotografia została nagrodzona: Pano Award 2016 – bronze

Od ponad 20 lat wraz z mężem prowadzicie firmę Kwark. Czym zajmuje się firma? I z perspektywy tych lat – co jest największym osiągnięciem Kwarka?
W Kwarku projektujemy, czyli wymyślamy, i szyjemy ubrania do trudnych warunków. Takie które pomagają ludziom przekraczać granice. Robić coś, czego by inaczej nie zrobili. Niezawodne, takie na których można polegać. Zwykle chronimy przed zimnem.
Zaczynaliśmy od kajakarstwa górskiego, potem przyszły inne kajaki, nurkowanie, outdoor, który jest najtrudniejszy, bo to pole działania dużych marek.
Największym osiągnięciem jest przetrwanie i wierność założeniom sprzed lat. Robimy dobre rzeczy. Możemy być z nich dumni. Chociaż to nie jest najbardziej opłacalna droga działania w biznesie.
Poza tym to my wprowadziliśmy na rynek rzeczy produkowane teraz powszechnie. Na rynek światowy, bo zawsze działaliśmy bardziej za granicami Polski. Z tego też jesteśmy dumni. Z kreatywności, niezależnego myślenia, zdrowego rozsądku. To nie jest jednoosobowa działalność. Za tym stoją wszyscy pracujący w Kwarku ludzie.

fot. Katarzyna Nizinkiewicz; Islandia, maj 2017

Prezes firmy – zwykle kojarzy się z kimś kto wisi na telefonie, nie ma na nic czasu, maksymalizuje zyski. Ty zaś odpisujesz na wszystkie komentarze, spędzasz dużo czasu w górach. Na stronie Waszej firmy można znaleźć informacje, że szyjecie trwałe ubrania, na wiele lat i nie idziecie za chwilową modą. Czy taki nienapastliwy model prowadzenia firmy sprawdza się we współczesnym świecie?
Podobno czas to pieniądz. Mogłabym więcej pracować i wtedy miałabym pewnie więcej pieniędzy. Ale czy miałabym możliwość zamiany ich z powrotem na czas? Dzięki trudnym latom umiem funkcjonować prawie bez pieniędzy. Nie są mi potrzebne do szczęścia. Nie tęsknię za drogimi przyjemnościami. To jest pewna forma wolności. Moje życiowe osiągnięcie!
Na komentarze odpisuję, bo sprawia mi to przyjemność. Lubię moich czytelników. Cieszę się, że mogę w czymś pomóc i dzięki temu moje wędrówki nie są tylko egoistycznym dziwactwem, ale też dają coś innym. A co do firmy – nie oceniam tego czy ten model się sprawdza w ogólnym pojęciu. Być może nie – jeśli patrzeć tylko na wynik finansowy. Z drugiej strony tworzymy miejsca pracy. Robiliśmy to nawet w najgorszym kryzysie. Nigdy nie wyprowadziliśmy produkcji poza Polskę. Tworzymy produkty, z których ludzie są naprawdę zadowoleni. Tworzymy od zera wyprzedzając innych, dysponujących znacznie większym budżetem.  Samym swoim istnieniem podważamy „mądrości” współczesnego biznesu. A istniejemy już od 25 lat. Więc można to też uznać za sukces.

Fotografowanie, pisanie, szycie. Czy inspiracje do tych działań czerpiesz w górach?
Nie wiem. Nie jestem pewna. Ostatnio inspiracje wydają mi się być bardziej wewnętrzne niż zewnętrzne. Góry oczywiście mogą być w to zamieszane. Pozwalają myśleć. Dają czas. To może być też kwestia wieku. Tego „jestem jaki jestem” do którego się po prostu dojrzewa. Wracając do Twojego pytania, być może gdyby nie góry to ja bym do tego nigdy nie dorosła. Przez lata walczyłam z przymusem rozwoju. Gnałam do przodu. Teraz mi łatwiej.

fot. Katarzyna Nizinkiewicz; W drodze na Nordkinn, marzec 2017

Projektujesz ubrania outdoorowe, co jakoś wiąże się z Twoimi wędrówkami. Sama zwykle figurujesz w polarach i bluzach. Ale projektujesz również eleganckie sukienki i płaszcze pod marką Kasia N.  Czy czasem chodzisz w sukienkach, które sama projektujesz?
To czas przeszły. Projektowałam modę. Miałam butik w Paryżu i agentów w Paryżu, Londynie, Nowym Jorku. Rzuciłam to. Zostało mi trochę rzeczy i czasem w nich chodzę, głównie w płaszczach. Chadzam też po górach w sukienkach i spódniczkach, ale to z innego powodu. Natura obdarzyła mnie kobiecą figurą. Mogę nosić plecak na samym pasie biodrowym i nigdy nie wypadłabym z dolnej uprzęży, ale spodnie leżą na mnie źle. Wolę legginsy, a mamy w Kwarku świetne. To z kolei wymusza zasłanianie 4 liter, bo jako samotna kobieta nie chcę się rzucać w oczy. Stąd outdoorowe spódniczki i sukienki. Są w regularnej ofercie Kwarka. Bardzo praktyczny pomysł.

fot. Katarzyna Nizinkiewicz; Pireneje, czerwiec 2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: