Zimowy Horyzont

Colin O’Brady i trawersy Antarktydy

Colin O’Brady – 33-letni Amerykanin – jako pierwszy przetrawersował Antarktydę siłą własnych mięśni! Jego dokonanie budzi jednak kontrowersje. Czy O’Brady rzeczywiście dokonał trawersu  i to bez pomocy z zewnątrz? Jakie są zasady polarnego „sportu”?

Joanna Mostowska i Jakub Karp


Czego dokonał Colin O’Brady?

O’Brady to 33-letni Amerykanin, zawodowy triathlonista. Na swoim koncie ma rekord szybkości w skompletowaniu Korony Ziemi (najwyższe szczyty na wszystkich kontynentach) – 132 dni. Jednocześnie pobił rekord szybkości w „The Explorers Grand Slam” – zdobycie Korony Ziemi wraz z dotarciem na Biegun Południowy oraz Biegun Północny.

Colin O’Brady na Biegunie Południowym. Źródło: www.colinobrady.com

W grudniu 2018 roku na Antarktydzie w 54 dni solowo przeszedł przez kontynent około 1500 km. Zaczął w tzw. punkcie Messnera (na skraju lądu i lodu szelfowego Ronne) dotarł do Bieguna Południowego, po czym doszedł do Leverett Glacier (na skraju lądu i lodu szelfowego Rossa). Nie korzystał przy tym ze zrzutów żywności ani wcześniej założonych składów. Nie pokonywał trasy wspomagając się kite’em, spadochronem czy psim zaprzęgiem.

Zaledwie dwa dni po O’Bradym do tego samego punktu dotarł Brytyjczyk – Louis Rudd, który podążał tą samą trasą.

W przeszłości były próby trawersu bez wsparcia. Najbliższy tego celu był Henry Worsley, który niespełna 50 km przed zakończeniem trawersu wezwał pomoc. Niestety zmarł w szpitalu z wycieńczenia. O’Brady jako pierwszy w historii przebył Antarktydę siłą własnych mięśni.

Wcześniej były przejścia Antarktydy, ale ze znaczącym wsparciem.

W 1989 roku miała miejsce jedna z najbardziej legendarnych wypraw w historii Antarktydy. Sześciu mężczyzn przebyło 6300 kilometrów w czasie 7 miesięcy. Wyprawa korzystała z pomocy psich zaprzęgów, a także ze zrzutów żywności.

Innym, również bardzo długim trawersem było przejście Norwega – Rune Gjeldnesa. W 2006 roku przebył on około 4800 kilometrów wspomagając się kite’em, czyli latawcem, który przy odpowiednich wiatrach ciągnie narciarza. Wcześniej jednak inny Norweg, przeprawił się przez Antarktydę, również z kite’em…

 

 

 

 

Borge Ousland i jego trawers Antarktydy

Norweg Ousland to heros rejonów polarnych. M.in. wraz z Mike’em Hornem jako pierwsi ludzie dotarli do Bieguna Północnego podczas nocy polarnej. Ousland odcisnął swoje piętno również na Biegunie Południowym. W 1996 roku jako pierwszy człowiek samotnie przetrawersował Antarktydę. Ale w odróżnieniu od O’Brady’ego korzystał z kite’a, dzięki któremu przy wiejącym wietrze dziennie był w stanie pokonywać dziesiątki kilometrów.

Borge Ousland. Źródło: www.facebook.com/borgeousland

28 grudnia, po zakończeniu wyprawy O’Brady’ego, Borge Ousland na swoim profilu facebook opublikował mapę, pokazującą jego trasę – dłuższą o 1300 kilometrów – z komentarzem, że to on jako pierwszy dokonał samotnego trawersu kontynentu. I od morza do morza,  a nie jak  O’Brady od krawędzi do krawędzi skrytego pod grubą warstwą lodu kontynentu.

Dla człowieka nie siedzącego w temacie wypraw wpis Ouslanda daje do myślenia. Sugestywna mapa (przyznajmy – z nieco niezbyt dokładnie naniesionymi punktami – bo wygląda na to, że startował z jakiejś kry morskiej poza wyspą Berknera). I przekaz, że to Ousland zrobił trawers pierwszy, dłuższy i prawdziwszy.
Jak widać na mapie powyżej, przejście Ouslanda, choć pierwsze tego typu z kite’em, nie było najtrudniejsze czy najdłuższe (o wiele dłuższą trasę przebył np. Rune Gjeldnes).

Do ognia żagwi dorzucił również portal Explorers Web – czołowe medium zajmujące się wyprawami ekstremalnymi – pisząc, że od Bieguna Południowego O’Brady poruszał się tzw. autostradą, czyli trasą, którą do amerykańskiej stacji naukowej na Biegunie Południowym dowożony jest sprzęt i zaopatrzenie. Śnieg tutaj jest ubity dziesiątkami gąsienic ciężkich pojazdów. Po czymś takim idzie się łatwiej niż po nie przetartym terenie.  A nawigacja jest prosta.
O’Brady jawi się jeśli nie jako oszust, to przynajmniej naciągacz.

Schemat trawersu O’Brady’ego i Ouslanda – według Ouslanda. Źródło: www.facebook.com/borgeousland/

Jakie są zatem kryteria wypraw polarnych?

Choć w przeciwieństwie do np. biegów olimpijskich, nie ma nigdzie spisanych sztywnych reguł dotyczących polarnego „sportu”, to od lat znane są kryteria. Portal Explorers Web, który jako jedyny prowadzi statystyki wypraw polarnych, podaje również reguły dotyczące stylu przejścia. I choć nie trzeba tego portalu traktować jak wyroczni – polarnicy na ogół uznają te reguły.

Podobnie jak i w większości innych dyscyplin sportowych oraz w kategoriach sportów ekstremalnych czy wyczynach podróżniczych – osobno traktuje się mężczyzn i kobiety. W wyprawach polarnych również tworzy się oddzielną kategorię w zależności czy wyprawa była zrealizowana przez jedną osobę czy też grupę (i już nie ma znaczenia czy w grupie były 2 osoby czy 50, uznaje się że wszystko w pojedynkę jest trudniejsze). Można też wyróżnić, czy wyprawa odbywała się pod opieką przewodnika czy bez.

Ale najważniejsze kategorie to:
UNASSITED – bez wsparcia z zewnątrz:
– oznacza wyprawę, która nie korzysta ze zrzutów żywności i nie wezwie ani razu pomocy (nawet jeśli po udzieleniu jakiejś pomocy wyprawa jest kontynuowana, będzie określona jako assisted – ze wsparciem)
UNSUPPORTED – bez żadnego wspomagania
– oznacza, że polarnik lub polarnicy poruszają się dzięki sile własnych mięśni
Przy spisie wypraw SUPPORTED (ze wsparciem) można znaleźć następujące kategorie:
-> Wind Support (wyprawa z kite’em lub innym sprzętem wykorzystującym siłę wiatru)
-> Dog Support (wyprawa z psami)
-> Motorized Support (wyprawa ze wsparciem pojazdów)
-> Other Support (tu portal podaje jako przykład drogi, mosty i oznaczone szlaki)

„Droga” przez Antarktydę. Źródło: Wikipedia

Ten ostatni punkt mógłby oznaczać, że trawers O’Brady’iego i Rudda był jednak ze wsparciem i może być to dyskusyjne. Chciałabym tutaj zaznaczyć, że wydeptana droga jest ułatwieniem. Ale wystarczy kilka godzin silniejszego wiatru, a zostanie pokryta miękkim śniegiem. Nie jest to też droga, przy której stoją stacje benzynowe z hot-dogami. Jest to jedynie nieco uklepanego śniegu. Ale powtórzę – nawet jeśli uznać ten fragment (około 1/3 całego dystansu) za niezbyt czysty styl – nikt wcześniej takie trasy nie przebył.

Czy liczy się przejście z brzegu lądu, czy z brzegu lodu?

Inną wątpliwością Ouslanda jest to, że O’Brady nie zaczął wędrówki z linii, gdzie lód styka się z morzem, a z linią brzegu kontynentu, który de facto tkwi głęboko pod lodem, i nie widać go w terenie, a jedynie na mapach. Portal Explorers Web określa jednak jasno: liczy się przejście zarówno od linii brzegu lądu (głęboko pod lodem) jak i od linii lodu (który styka się z morzem).

Co więcej, portal podaje, że trawersem jest przejście od brzegu lądu, przez biegun i znów do brzegu lądu, ale w innym miejscu niż punkt startowy.

Warto zaznaczyć, że reguły podane przez Explorers Web nie są abstrakcją, tylko spisaniem tego, co od lat uznają sami podróżnicy. A zatem wątpliwości Borge Ouslanda, że trawers O’Brady’iego jest „marny” są raczej bezpodstawne.

Dlaczego trawers bez wsparcia trasą Ouslanda jest mało prawdopodobny?

Ousland stwierdził, że jego trawers był dłuższy, prawdziwszy. Trzeba tutaj jednak podkreślić, że dzięki kite’om można poruszać się choćby 20 kilometrów na godzinę. Przy dobrych wiatrach (i umiejętnościach) można przebyć nawet 100 i więcej kilometrów w ciągu dnia. Idąc tylko na nartach taki dystans trzeba by pokonywać 3-4 dni. Średnia prędkość poruszania się O’Brady’iego wynosiła około 27 km dziennie. To i tak jest bardzo szybko jak na takie warunki (przypominam,  że O’Brady jest zawodowym triathlonistą). Dla porównania – Małgorzata Wojtaczka, pierwsza Polka, która dotarła na Biegun Południowy, na krótszym dystansie, poruszała się około 16 km dziennie. Średnia prędkość Ouslanda podczas jego trawersu wynosiła 44 km dziennie. Taka prędkość jest mało realna bez wsparcia.

Jazda z kite’em. Źródło: Wazari Team

Teraz być może niektórym zburzę mit o romantycznych przejściach na Antarktydzie…

Większość wypraw na Antarktydzie odbywa się przy asyście agencji ALE (Antarctic Logistics and Expeditions). Organizacja ta zabiera polarników do punktu startu i zabiera z Bieguna (gdzie większość osób kończy wyprawę) lub z innego punktu – w przypadku trawersu. Najczęściej wybierane punkty startu i mety (około 80% wszystkich wypraw) to Hercules Inlet i Biegun Południowy. Każdy inny punkt to dodatkowe duże pieniądze. ALE jest niemalże monopolistą w logistyce wypraw na Antarktydzie. Co więcej każda wyprawa zobowiązana jest zdawać ALE codzienne raporty o swojej lokalizacji, samopoczuciu itp. Od agencji też dostaje się punkty GPS, na które powinno się kierować itd. Czyż nie jest to już pewien support?

Ale dlaczego o tym piszę? Agencja ta działa około 80 dni w roku – od początku listopada do 3. tygodnia stycznia. Potem nie ma już lotów. Gdyby O’Brady chciał iść trasą Ouslanda i nawet na tak długim odcinku udałoby mu się utrzymać tempo 27 km dziennie – szedłby 105 dni.

Oczywiście można dopłynąć samemu jachtem lub wynająć samolot i dolecieć w jakiś punkt. A potem to samo z drugiej strony. Polecam sprawdzić koszty takiego przedsięwzięcia…
Ale nawet dysponując dużymi środkami trzeba wziąć również pod uwagę ciężar ekwipunku. Colin O’Brady miał na początku wyprawy sanie (pulki) ważące 170 kg, z czego znaczącą część stanowiła żywność i paliwo. Wyobraźmy sobie takie zapasy na dwa razy dłuższy dystans.

A czy można wziąć telefon?
W dyskusjach na temat „prawdziwości” trawersu O’Brady’ego przewijają się poboczne wątki typu: czy korzystanie z telefonów satelitarnych, dostępu do prognozy pogody to nie jest już wsparcie? Czy kontakt z rodziną nie jest ułatwieniem? Czy świadomość możliwości wezwania ratunku to nie jest zbyteczny luksus? A może nowoczesna odzież czy odżywcze posiłki powodują, że to jest zbyt łatwe?

Takich możliwości nie miał np. Amundsen. Dlatego nie sposób porównać jego wyprawy ze współczesnymi. Podobnie jak nie można porównać pierwszego wejścia na Everest, choć był z tlenem, do współczesnych wejść, po dobrze rozpoznanej drodze i przy znanych prognozach pogody.

Louis Rudd. Człowiek, który 2 dni po Colinie O’Brady ukończył trawers. Źródło: www.lourudd.com

Według mnie niektóre tego typu pytania zakrawają już o brak rozsądku. Każdy kto przygotowuje wyprawę wie, jak wiele trzeba włożyć w to wysiłku, ile trzeba przeczytać, dowiedzieć się, nauczyć. Jak najlepsze przygotowanie, zdobycie najnowocześniejszych ubrań, sprzętu, a także (zejdźmy na ziemię) zdobycie funduszy – to jest również część (lwia) wyprawy. Moim zdaniem, jeśli wyprawę trzeba sobie na siłę utrudniać, to znaczy, że cel jest zbyt łatwy.

Wracając do Colina O’Brady

W świat nie może iść przekaz, że Colin O’Brady  oszukiwał, zrobił coś słabego, nie zasługuje na szacunek, albo że ktoś już zrobił coś dokładnie takiego samego przed nim. Nie, Colin O’Brady w swojej dyscyplinie był pierwszy. Cały swój dobytek miał ze sobą, ciągnął go na saniach. A od brzegu do brzegu przeszedł siłą własnych mięśni. Czegoś takiego nikt wcześniej nie dokonał.

Nie mam żadnego interesu w tym, aby bronić O’Brady’iego. Nie zamierzam również krytykować Borge Ouslanda, bo podziwiam jego dokonania, które – przyznajmy szczerze – są na razie o wiele większe niż polarne osiągnięcia O’Bradiego. Tym bardziej dziwi mnie postawa Ouslanda. I jeden i drugi dokonali czegoś jako pierwsi i myślę, że zamiast wbijania szpilek na facebooku mogliby umówić się na wspólną wyprawę.

Colin O’Brady podczas trawersu Grenlandii. Źródło: www.colinobrady.com

Joanna Mostowska i Jakub Karp

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: